- Kochanie, jesteś już gotowa do szkoły? – usłyszałam głos mojej mamy dobiegający z parteru naszego domu.
- Potrzebuję jeszcze pięciu minut! – odpowiedziałam siląc się na najmilszy ton, jaki tylko mogłam z siebie wydobyć. Prawda była taka, że te pięć minut nie wystarczyłoby mi na wysuszenie włosów, ułożenie ich, wykonanie makijażu oraz zjedzenie śniadania. Nie miałam jakichkolwiek szans, na wyrobieniem się ze wszystkimi tymi czynnościami, dlatego postanowiłam włosy przykryć czapką. Po upływie dziesięciu minut, zbiegłam po schodach, uważając, aby się nie potknąć.
- Sue, spóźnisz się na zajecia. Pośpiesz się.
- Tak, wiem mamo. - odpowiedziałam siadając do stołu. Usiadłam na swoim miejscu i pośpiesznie zaczęłam spożywać moje śniadanie. Jak zawsze, standardowo były płatki z mlekiem.
- Stylowa czapka, nie powiem. - mój brat wyśmiał mnie. - Co się stało Suzanne, że nie masz idealnych włosów, hm?
- Stylowa czapka, nie powiem. - mój brat wyśmiał mnie. - Co się stało Suzanne, że nie masz idealnych włosów, hm?
- Zamknij się Luke. Pilnuj lepiej swojej fryzury, bo jeszcze ci ją ktoś zapsuje. - odgryzłam się.
Blondyn spojrzał na zegarek, wstał od stołu i w biegu opóścił dom rzucając krótkie "Cześć." Skończyłam swoje śniadanie, włożyłam miskę do zmywarki i idąc w ślady brata ruszyłam ku wyjściu.
- Wrócę dzisiaj później, mamo. Umówiłam się z Emily na zakupy. Wychodzę, pa! - pożegnałam się i wyszłam.
***
Blondyn spojrzał na zegarek, wstał od stołu i w biegu opóścił dom rzucając krótkie "Cześć." Skończyłam swoje śniadanie, włożyłam miskę do zmywarki i idąc w ślady brata ruszyłam ku wyjściu.
- Wrócę dzisiaj później, mamo. Umówiłam się z Emily na zakupy. Wychodzę, pa! - pożegnałam się i wyszłam.
***
Weszłam do szkoły kierując się w stronę mojej szafki. Na korytarzu panował hałas, a ludzie chodzili w tą i z powrotem. Oznaczało to, że byłam przed czasem i, że zdążę na lekcje.
- Cześć Em. - powiedziałam podchodząc do przyjaciółki. Stała do mnie odwrócona tyłem i rozmawiała z jakąś dziewczyną z równoległej klasy. Spojrzałam na brunetkę, z którą rozmawiała Emily posyłając jej uśmiech.
- Do zobaczenia na angielskim. - powiedziała dziewczyna, po czym odeszła.
- Do zobaczenia na angielskim. - powiedziała dziewczyna, po czym odeszła.
- Sue, co ty masz na głowie? - parsknęła przyjaciółka. - Czyżby to znowu sprawka Brooks'a?
- Można tak powiedzieć. Znowu siedział u mnie do drugiej w nocy, przez co rano zaspałam i nie zdążyłam umyć włosów.
- Nie rozumiem, dlaczego pozwalasz mu na coś takiego. - oburzyła się Emily.
- Co masz na myśli? - zmarszczyłam brwi patrząc na brunetkę.
- To, że zamiast wygonić go do siebie do domu, zgadzasz się na to, żeby siedział u ciebie pół nocy. Przez niego jesteś przemęczona.
- Przesadzasz Emsy. - przewróciłam oczami słysząc jej słowa. Moja przyjaciółka bardzo nie lubiła Jai'a. Miała do tego swoje powody, ale nie podobało mi się to, że nie potrafiła uszanować tego, że ja go lubię.
Kiedy zadzwonił dzwonek skierowałyśmy się w stronę sali biologicznej. Przechodząc obok schodów spojrzałam się w tamtą stronę. Dostrzegłam Jai'a z przyjaciółmi rozmawiających i nie przejmujących się, że lekcje właśnie się rozpoczynają. Przyglądałam się chłopakowi mając nadzieję, że mnie zauważy i pośle swój uroczy uśmiech. Na marne. Nawet na mnie nie spojrzał. Czując ścisk w sercu spuściłam głowę w dół i weszłam do sali.
- Nie rozumiem, dlaczego pozwalasz mu na coś takiego. - oburzyła się Emily.
- Co masz na myśli? - zmarszczyłam brwi patrząc na brunetkę.
- To, że zamiast wygonić go do siebie do domu, zgadzasz się na to, żeby siedział u ciebie pół nocy. Przez niego jesteś przemęczona.
- Przesadzasz Emsy. - przewróciłam oczami słysząc jej słowa. Moja przyjaciółka bardzo nie lubiła Jai'a. Miała do tego swoje powody, ale nie podobało mi się to, że nie potrafiła uszanować tego, że ja go lubię.
Kiedy zadzwonił dzwonek skierowałyśmy się w stronę sali biologicznej. Przechodząc obok schodów spojrzałam się w tamtą stronę. Dostrzegłam Jai'a z przyjaciółmi rozmawiających i nie przejmujących się, że lekcje właśnie się rozpoczynają. Przyglądałam się chłopakowi mając nadzieję, że mnie zauważy i pośle swój uroczy uśmiech. Na marne. Nawet na mnie nie spojrzał. Czując ścisk w sercu spuściłam głowę w dół i weszłam do sali.
Przez całą lekcję nie mogłam się skupić. Zawsze lubiłam biologię i byłam aktywna na zajęciach, jednak dzisiaj coś lub ktoś nagminnie najmował moje myśli. Cały czas wracałam do wspomnień z ubiegłej nocy, kiedy razem z Jai'em wygłupialiśmy się w moim pokoju.
*FLASBACK*
- Muszę przyznać, że masz bardzo ładną bieliznę, Sue. - powiedział Jai, kiedy przechodziłam z łazienki do swojego pokoju. Widząc chłopaka siedzącego koło mojej szafy i oglądające moje staniki rzuciłam się na niego.
- Odłóż to! - krzyczałam bijąc go po rękach pięściami. Byłam pewna, że Brooks nawet nic nie poczuł, jednak byłam zbyt zdenerowana i upokorzona, żeby trzeźwo myśleć. Wyrywając chłopakowi ostatnią parę majtek schowałam ją pośpiesznie do szuflady. Posłałam Jai'owi nienawistne spojrzenie i usiadłam na swoim łóżku odwracając się do niego tyłem.
- Sue, obraziłaś się? - zapytał zszokowany. - Przecież nic się takiego nie stało.
- Zamknij się.
- To nic, czego nigdy nie widziałem. - zaśmiał się.
- Powiedziałam zamknij się. Przestań do mnie mówić Jai. - nie dostałam odpowiedzi. Po chwili jednak poczułam jak przytula się mnie od tyłu. Jego silne ramiona otuliły mnie całą przyciągając jak najbliżej niego.
- Nie gniewaj się. - mruczał mi prosto do ucha. Poczułam dreszcze przechodzące przez moje ciało.
- Zostaw mnie. Nie chcę cię tutaj.
- Jesteś tego pewna, Sue? Jesteś pewna, że chcesz tego? Mam sobie iść? - nie odpowiadałam, kiedy chłopak próbował we mnie wzbudzić poczucie winy. - Jak wyjdę, to wiesz, że więcej nie wrócę. Nadal chcesz, żebym poszedł?
Siedziałam do chłopaka tyłem, jednak wiedziałam, że jest zdezorientowany. Nie często zdarzało się, żebym zachowywała się obojętnie w stosunku do niego. Najczęściej było na odwrót.
- Sue, naprawdę mam iść? - Jai po raz kolejny zapytał, a ja po raz kolejny nie odpowiedziałam. Chwilę później usłyszałam, jak otwiera okno i wspina się na drzewo. Posmutniałam, ponieważ naprawdę sobie poszedł. Jai wrócił do domu. Przeze mnie.
Spojrzałam w jego okno, w którym panowała ciemność. Domyśliłam się, że poszedł już spać. Zegar wskazywał kilka minut po drugiej, dlatego postanowiłam iść w ślady Jai'a i również położyć się do łóżka. Weszłam pod kołdrę i niemal natychmiast odpłynęłam...
* END OF FLASHBACK*
*FLASBACK*
- Muszę przyznać, że masz bardzo ładną bieliznę, Sue. - powiedział Jai, kiedy przechodziłam z łazienki do swojego pokoju. Widząc chłopaka siedzącego koło mojej szafy i oglądające moje staniki rzuciłam się na niego.
- Odłóż to! - krzyczałam bijąc go po rękach pięściami. Byłam pewna, że Brooks nawet nic nie poczuł, jednak byłam zbyt zdenerowana i upokorzona, żeby trzeźwo myśleć. Wyrywając chłopakowi ostatnią parę majtek schowałam ją pośpiesznie do szuflady. Posłałam Jai'owi nienawistne spojrzenie i usiadłam na swoim łóżku odwracając się do niego tyłem.
- Sue, obraziłaś się? - zapytał zszokowany. - Przecież nic się takiego nie stało.
- Zamknij się.
- To nic, czego nigdy nie widziałem. - zaśmiał się.
- Powiedziałam zamknij się. Przestań do mnie mówić Jai. - nie dostałam odpowiedzi. Po chwili jednak poczułam jak przytula się mnie od tyłu. Jego silne ramiona otuliły mnie całą przyciągając jak najbliżej niego.
- Nie gniewaj się. - mruczał mi prosto do ucha. Poczułam dreszcze przechodzące przez moje ciało.
- Zostaw mnie. Nie chcę cię tutaj.
- Jesteś tego pewna, Sue? Jesteś pewna, że chcesz tego? Mam sobie iść? - nie odpowiadałam, kiedy chłopak próbował we mnie wzbudzić poczucie winy. - Jak wyjdę, to wiesz, że więcej nie wrócę. Nadal chcesz, żebym poszedł?
Siedziałam do chłopaka tyłem, jednak wiedziałam, że jest zdezorientowany. Nie często zdarzało się, żebym zachowywała się obojętnie w stosunku do niego. Najczęściej było na odwrót.
- Sue, naprawdę mam iść? - Jai po raz kolejny zapytał, a ja po raz kolejny nie odpowiedziałam. Chwilę później usłyszałam, jak otwiera okno i wspina się na drzewo. Posmutniałam, ponieważ naprawdę sobie poszedł. Jai wrócił do domu. Przeze mnie.
Spojrzałam w jego okno, w którym panowała ciemność. Domyśliłam się, że poszedł już spać. Zegar wskazywał kilka minut po drugiej, dlatego postanowiłam iść w ślady Jai'a i również położyć się do łóżka. Weszłam pod kołdrę i niemal natychmiast odpłynęłam...
* END OF FLASHBACK*
- Suzanne Hemmings, czy mogłabyś powtórzyć, to co właśnie powiedziałam? - głos nauczycielki wyrwał mnie z zamyśleń. Zerwałam się rozglądając po klasie szukając jakiejkolwiek pomocy ze strony znajomych. Wszystkie oczy były wlepione we mnie, jednak nikt nie zdecydował się mi pomóc. Mogłam się tego spodziewać po tych egoistycznych dupkach.
- Suzanne, czekam. - nauczycielka w oschły sposób przypomniała mi o swojej obecności.
- Przepraszam, zamyśliłam się. - odpowiedziałam spuszczając głowę.
- Proszę, żebyś została po lekcji. Muszę z tobą porozmawiać. A teraz, proszę, skup się na zajęciach. - powiedziała kobieta lustrując mnie zirytowanym spojrzeniem.
***
Kiedy zadzwonił dzwonek, wszyscy uczniowie opuścili klasę z wyjątkiem mnie. Wzięłam książki do torby i udałam się do biurka nauczycielki.
- O czym chciała pani ze mną rozmawiać? - zapytałam uśmiechając się, mimo że nie miałam na to najmniejszej ochoty.
- O tym, że nie uważasz na zajęciach Suzanne. Czy masz jakiś kłopot?
- Nie, skądże. Poprostu nie najlepiej się dzisiaj czuję. Przepraszam, obiecuję, że to się więcej nie powtórzy.
- Liczę na to, że dotrzymasz słowa. Wyglądasz na przemęczoną Sue. Myślę, że powinnaś pójść do domu odpocząć. Idź do sekretariatu, zwolnij się z zajęć i jedź do domu. Nie ma potrzeby, żebyś siedziała dzisiaj w szkole w takim stanie, zwłaszcza że wiem, że nadrobisz wszystko w domu.
- Dziękuję pani. - powiedziałam i udałam się w stronę wyjścia.
Pisząc sms do Emily, że nie możemy się dzisiaj spotkać, wpadłam na kogoś. Spojrzałam na chłopaka, którego niechcący staranowałam.
- Um, przepraszam Beau. - powiedziałam niezdarnie się uśmiechając. Ten chłopak zawsze mnie onieśmiał. Znamy się od dziecka, a mimo to nie potrafię z nim normalnie rozmawiać.
- Ta, poprostu następnym razem uważaj, Sue. - odrzekł starając się ukryć zirytowanie. Widziałam, że wiele go kosztowało nie zwyzywanie mnie.
Beau należy do szkolnej paczki dla najpopularniejszych. Jest jednym z najstarszych, dlatego też uważa się za lepszego od innych. Gdyby nie to, że jesteśmy sąsiadami i utrzymuję dość dobre kontakty z jego bratem Jai'em zapewne siedziałabym teraz w kącie i płakała z powodu jego uwagi lub komentarza.
- Sorry. - pisnęłam chcąc jak najszybciej skończyć tą niezręczną rozmowę. Przez tego gościa zapominałam języka w gębie. - Cześć.
- Cześć. - odpowiedział i rozeszliśmy się. Złapałam za klamkę drzwi i pchnęłam je do przodu, kiedy usłyszałam za sobą jego wołanie:
- Nie wiem, co zrobiłaś wczoraj Jai'owi, ale wrócił do domu w dość dziwnym humorze. Cokolwiek to było, nigdy więcej tego nie rób. Ranisz go!
Cześć wszystkim! Mamy pierwszy rozdział, yay! :)
Mam nadzieję, że się Wam podoba. Proszę skomentujcie, to naprawdę wiele daje. Z góry dzięki :)
- Suzanne, czekam. - nauczycielka w oschły sposób przypomniała mi o swojej obecności.
- Przepraszam, zamyśliłam się. - odpowiedziałam spuszczając głowę.
- Proszę, żebyś została po lekcji. Muszę z tobą porozmawiać. A teraz, proszę, skup się na zajęciach. - powiedziała kobieta lustrując mnie zirytowanym spojrzeniem.
***
Kiedy zadzwonił dzwonek, wszyscy uczniowie opuścili klasę z wyjątkiem mnie. Wzięłam książki do torby i udałam się do biurka nauczycielki.
- O czym chciała pani ze mną rozmawiać? - zapytałam uśmiechając się, mimo że nie miałam na to najmniejszej ochoty.
- O tym, że nie uważasz na zajęciach Suzanne. Czy masz jakiś kłopot?
- Nie, skądże. Poprostu nie najlepiej się dzisiaj czuję. Przepraszam, obiecuję, że to się więcej nie powtórzy.
- Liczę na to, że dotrzymasz słowa. Wyglądasz na przemęczoną Sue. Myślę, że powinnaś pójść do domu odpocząć. Idź do sekretariatu, zwolnij się z zajęć i jedź do domu. Nie ma potrzeby, żebyś siedziała dzisiaj w szkole w takim stanie, zwłaszcza że wiem, że nadrobisz wszystko w domu.
- Dziękuję pani. - powiedziałam i udałam się w stronę wyjścia.
Pisząc sms do Emily, że nie możemy się dzisiaj spotkać, wpadłam na kogoś. Spojrzałam na chłopaka, którego niechcący staranowałam.
- Um, przepraszam Beau. - powiedziałam niezdarnie się uśmiechając. Ten chłopak zawsze mnie onieśmiał. Znamy się od dziecka, a mimo to nie potrafię z nim normalnie rozmawiać.
- Ta, poprostu następnym razem uważaj, Sue. - odrzekł starając się ukryć zirytowanie. Widziałam, że wiele go kosztowało nie zwyzywanie mnie.
Beau należy do szkolnej paczki dla najpopularniejszych. Jest jednym z najstarszych, dlatego też uważa się za lepszego od innych. Gdyby nie to, że jesteśmy sąsiadami i utrzymuję dość dobre kontakty z jego bratem Jai'em zapewne siedziałabym teraz w kącie i płakała z powodu jego uwagi lub komentarza.
- Sorry. - pisnęłam chcąc jak najszybciej skończyć tą niezręczną rozmowę. Przez tego gościa zapominałam języka w gębie. - Cześć.
- Cześć. - odpowiedział i rozeszliśmy się. Złapałam za klamkę drzwi i pchnęłam je do przodu, kiedy usłyszałam za sobą jego wołanie:
- Nie wiem, co zrobiłaś wczoraj Jai'owi, ale wrócił do domu w dość dziwnym humorze. Cokolwiek to było, nigdy więcej tego nie rób. Ranisz go!
Cześć wszystkim! Mamy pierwszy rozdział, yay! :)
Mam nadzieję, że się Wam podoba. Proszę skomentujcie, to naprawdę wiele daje. Z góry dzięki :)