Ich śmiechy roznosiły się po całym domu. Jej słodki i
delikatny, a jego donośny rechot. Kiedy
byli razem, nic ani nikt nie mógł powstrzymać ich przed wygłupami. Pomysły tej
dwójki na zniszczenie domu i ogrodu lub doprowadzenie matek do szału nigdy
się nie kończyły. Można by pomyśleć, że byli maszynami do rozrabiania, tyle, że
w ludzkiej postaci.
- Przestań, przestań. – krzyczała próbując uwolnić się od
łaskotek. To był jego ulubiony sposób na zemstę.
- Najpierw mnie przeproś i powiedz, że jestem najlepszym
koszykarzem w szkole. – odpowiedział jej usilnie zmusić się do bycia poważnym.
Jednak uśmiech go zdradził.
- Mama uczyła mnie, że nie wolno kłamać. – powiedziała, po
czym wystawiła chłopakowi język przygotowując się na kolejny atak.
- W takim razie ja spadam do domu. Powinienem już pójść. –
zszedł z niej kierując się w stronę drzwi. Spojrzała na chłopaka osłupiała. Nie spodziewała sie takiej reakcji z jego strony. Chłopak odwrócił się i spojrzał na jej twarz, po czym zaczął się głośno śmiać.
Wrócił do jej pokoju i łapiąc się za brzuch usiadł na łóżku obok jej drobnego
ciałka.
- Nienawidzę Cię. –
krzyknęła zła sama na siebie, że dała się tak nabrać. Komu, jak komu, ale jemu
nie powinna wierzyć w żadne słowo.
- Nie oszukuj sama siebie, kochanie. – odpowiedział jej
poważnie z lekkim uśmiechem na twarzy łapiąc za rękę. – Obydwoje wiemy, że tak
nie jest.